goście

"CZTEROLISTNE" czyli KOBIETY Z PASJĄ

Emilia Góźdź - mama, coach, autorka bloga Od-Planować Życie. Pod koniec roku ukaże się Jej pierwsza książka o tym, jak macierzyństwo wpływa na Jej życie. Dziś zapraszam Was do przeczytania Jej historii. 

 

 

 

 

O tym, jak od-planowałam swoje życie…

Jestem szczęśliwym człowiekiem, spełniającą się matką, kochaną i kochającą żoną, akceptuję i lubię siebie. Nauczyłam się podejmować decyzje sercem. Ufam mu, dlatego podążam za własną intuicją. Zachwyca mnie każdy dzień mojego życia. Począwszy od tych zwyczajnych, kiedy to pozornie nie dzieje się nic. Poprzez te przepełnione pozytywnymi i szczęśliwymi wydarzeniami.  Aż po te, które są wyjątkowo trudne, kiedy jak grom z jasnego nieba spada takie wielkie „COŚ”, czego kompletnie się nie spodziewałam, i co w pierwszej chwili może wydawać się nie do zniesienia.

Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele potrzebowało się wydarzyć, abym mogła takie słowa napisać. Kiedyś nie lubiłam pisać o sobie, miałam ogromne opory, aby mówić o tym kim jestem, co mnie interesuje i czym się zajmuję. Bałam się oceny innych. A dziś lubię pisać i opowiadać o sobie do tego stopnia, że na bieżąco prowadzę bloga o mojej relacji z córką, a także prowadzę warsztaty, na których przez trzy godziny opowiadam tylko i wyłącznie o sobie. Co sprawiło, że moje podejście do siebie zmieniło się o 180 stopni? Dzięki zaproszeniu Asi, za które serdecznie dziękuję,  opowiem Wam moją historię. Mam nadzieję, że dla części z Was będzie ona inspiracją i czasem refleksji nad własnym życiem.

I.

Pierwsze 25 lat mojego życia to czas nieświadomych wyborów. Podążanie za innymi, za trendami, które są powszechnie modne i obowiązujące. Płynęłam w zgodzie z prądem rzeki, bo wpojono mi, że nie warto się wychylać. Uważałam, że bardzo niewiele ode mnie zależy, dlatego gdy spotykało mnie coś trudnego pytałam: Dlaczego właśnie mnie to spotyka? A gdy udało mi się osiągnąć coś ważnego, z jednej strony kurczowo się tego trzymałam, a z drugiej bałam się, że to „dobre” zaraz się skończy. Życie nie jest lekkie – słyszałam z różnych stron. Nie zastanawiałam się zbyt często kim chcę być i co chcę w życiu osiągnąć. Studia, pierwsza praca – uważałam, że to zbieg szczęśliwych okoliczności. Trzeba się cieszyć z tego, co się ma, a nie wybrzydzać  – mówiłam. Zawsze wymagałam do siebie więcej, niż byłam w stanie dać. Bardzo krótko cieszyły mnie sukcesy. Nieustannie mi czegoś brakowało. Od piątego roku studiów bardzo dużo pracowałam zawodowo. Lubiłam swoją pracę, dawała mi satysfakcję, ale także czułam ogromną presję, aby być lepszą, aby awansować, więcej zarabiać. Cały czas miałam potrzebę, aby sobie coś udowodnić. Kiedy inni pytali mnie: Jak Ty to robisz? Ja patrzyłam na nich ze zdziwieniem i pytałam: Ale co? Przecież to powinno być inaczej…

Mój mąż był przy mnie i wspierał. Zawsze we mnie wierzył. Im bardziej mi było źle, tym mocniej był i kochał mnie taką jaką byłam. Bez względu na to, czy przechodziłam depresje, byłam pochłonięta nauką, pracą – On był i mówił: Jeśli tego teraz potrzebujesz ,to ja to rozumiem. Naprawdę podziwiam Go, że wytrzymał.  Czuję, że teraz wynagradzam mu ten trudny czas, dodatkowo oboje wiemy, że był nam bardzo potrzebny.

 

II.

 

W lutym 2012 roku w moim brzuchu zamieszała Antosia. Zaczęło we mnie rosnąć Jej maleńkie ciałko, a ja zaczęłam rosnąć razem z Nią. I nie chodzi mi tylko o moje ciało, choć ono także powiększało się jak na drożdżach. Od tamtego czasu powoli zaczęłam inaczej ustalać swoje priorytety. Z zewnątrz wydawało się, że mam wszystko, aby być szczęśliwą: mąż, dziecko w drodze, praca, do której mogę wrócić po urlopie macierzyńskim, piękne „prawie” własne mieszkanie… Co więcej potrzeba do szczęścia? Ja jednak czułam, że nieustannie jest we mnie ta pustka, której nic nie może zapełnić. Potrzebowałam zmiany.

III.

Nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem gdyby nie Maryla Moszyńska . Poznałyśmy się długo przed tym, jak zapragnęłam zmiany swojego życia. Od początku była dla mnie niezwykłą osobą.  Kiedy pewnego dnia zaproponowała mi, że może mi pomóc i chce zacząć ze mną pracować  jako coach, uznałam, że ma ważniejsze rzeczy do zrobienia i bez pytania Ją o zdanie odmówiłam. Rok później, kiedy Antosia była jeszcze w moim brzuchu spotkałyśmy się ponownie.

Siedziałam naprzeciwko Maryli i zwierzałam Jej się z moich obaw, co do macierzyństwa. Z jednej strony byłam tak bardzo szczęśliwa, a z drugiej przerażona jak w dzisiejszym świecie właściwie wychować swoje dziecko. Jak zapewnić Antosi poczucie bezpieczeństwa i ustrzec Ją przed wszelkim złem? Kiedy ja tak dywagowałam i narzekałam Ona zapytała mnie nagle: Emilka, po co Ty żyjesz? Zdziwiło mnie to pytanie, bo pozornie nie było w ogóle związane z tym, co mówiłam. Powtórzyła je więc spokojnie, a ja zaczęłam próbować udzielić na nie odpowiedzi. To był ten moment, kiedy już wiedziałam, że nie chcę tak dalej żyć, i że lepszego momentu na zmianę nie będzie. Najlepszy czas na podjęcie decyzji jest zawsze teraz, to się nie zmienia przy żadnej kwestii, bo przecież teraz jest jedynym czasem, który mamy.

IV.

 

Przez większość swojego życia uważałam, że poznawanie siebie to strata czasu. Z różnych stron przychodziły do mnie podobne zwroty: Aby coś zmienić trzeba zacząć od siebie. Wszystko, czego potrzebujesz jest w tobie. Podchodziłam do takich wyrażeń bardzo sceptycznie.  Poznać siebie, a kto niby zna mnie lepiej niż ja sama? Odpychałam je więc od siebie, uznając za jakieś niewiele znaczące frazesy. Dziś wiem, że podświadomie bałam się poznać swoje prawdziwe JA. Bałam się zmiany. A co jak to, co odkryję wcale mi się nie spodoba? Co jeśli okaże się, że praca, którą do tej pory miałam nie daje mi satysfakcji? I co z tego, że mi tej satysfakcji nie daje, przecież potrzebuję za coś żyć? Więc czy w ogóle warto się tego dowiedzieć? Może lepiej niech będzie tak jak jest…  Przecież nie jest źle. Podświadomie wiedziałam, że wiele rzeczy mi nie pasuje, że wszyscy uważają, że powinnam być szczęśliwa, a ja tak naprawdę nie byłam.  Postanowiłam  zrobić ten pierwszy krok. Wtedy tak naprawdę nie robiłam tego dla siebie, ale dla mojej córki, którą nosiłam pod sercem. Wiedziałam, że nie chcę już żyć tak jak do tej pory, że chcę być naprawdę szczęśliwa, bo chcę, aby Ona była szczęśliwa.

 

V.

 

Dostałam wiele wskazówek od czego zacząć pracę ze sobą, ale w głowie zostały mi najbardziej dwie: Nie spiesz się i zaakceptuj siebie w każdym wymiarze. To było coś zupełnie innego niż to, czym kierowałam się do tej pory. Pośpiech towarzyszył mi od zawsze, nawet chodzić nie umiałam powoli, bo uważałam to za stratę czasu. A teraz zwolniłam i to bardzo. Z jednej strony pomagało mi w tym moje ciało, które pod koniec ciąży było znacznie mniej sprawne, a z drugiej sama dałam sobie do tego prawo. Im bardziej zwalniałam tym więcej czasu miałam na wszystko. Było tak dzięki wyostrzeniu swojej uważności i wybieraniu tego, co naprawdę ważne. Druga kwestia to akceptacja siebie. Uważałam, że to bardzo trudne, właściwie nie dowierzałam, że wykonalne. Miałam bowiem zaakceptować siebie całą: począwszy do mojego ciała, którego wręcz nienawidziłam, po przez moje słabości, nawyki i czyny, z których delikatnie mówiąc nie byłam dumna. Dopiero teraz rozumiem głęboki sens tego przesłania. Dziś wiem, że akceptacja jest początkiem zmiany. Dopiero jak nauczymy się akceptować i kochać w sobie wszystko, co mamy na ten moment, możemy zrobić kolejny krok i zacząć zmianę. Wtedy znika nienawiść, a jej miejsce zastępuje miłość. Wierzę, że nie da się tak naprawdę kochać drugiego człowieka jeśli nie kocha się siebie.

VI.

Gdy przed porodem słyszałam pytania, kiedy zamierzam wrócić do pracy odpowiadałam z przekonaniem w głosie, że zaraz po urlopie macierzyńskim. Tak robiło większość mam, które znałam, dlaczego więc ja miałabym postąpić inaczej? Już po kilku tygodniach wiedziałam jednak, że bycie matką to dla mnie tak ważny obszar, że nie chcę go zmniejszyć do wieczorów i weekendów w towarzystwie córki. Chcę być z Nią jak najwięcej czasu. Dodatkowo czułam, że dotychczasowa praca coraz bardziej rozmija się z moją życiową misją. Zaczęłam więc po raz pierwszy w życiu zastanawiać się: Kim ja tak naprawdę chcę być? Co chcę robić? Co po sobie zostawić dla innych? Im bardziej chciałam znaleźć to coś, tym bardziej się ode mnie oddalało. Przestałam więc szukać, odpuściłam, napięcie zaczęło znikać, a odpowiedź przyszła.

 

VII.

 

W maju ubiegłego roku zaczęłam prowadzić bloga Odplanować Życie. Pierwszy raz poczułam, że to jest właściwe. Słyszałam różne głosy z zewnątrz: jedni kibicowali, inni pytali, czy na pewno chcę pisać publicznie o tak intymnych kwestiach jak moja relacja z córką, jeszcze inni pytali: za co będziesz żyć? A ja na wszystkie pytania odpowiadałam: wiem, że to jest dobre. Z czasem zrozumiałam, że rola matki to dla mnie coś więcej niż spełnienie, że to właśnie ten obszar mojego życia może stać się sposobem na tzw. pracę zawodową. Bowiem kiedy ja kwitłam jako mama i z każdym dniem byłam szczęśliwsza inne mamy pytały mnie: Jak Ty to robisz? Powiedziałam pewnego dnia do Maryli: Chciałabym być coachem i pomagać innym kobietom odkryć własny potencjał. A więc zacznij to robić - usłyszałam w odpowiedzi. No tak, ale jak? Przecież nie mam do tego kwalifikacji. Potrzebowałam trochę czasu, aby zrozumieć, że od ponad roku uczęszczam do najlepszej szkoły coachingu jaką mogłam sobie wymarzyć. I że właśnie zdaję egzaminy. Moja mentorka oznajmiła, że zdałam na 5+. Zapytałam wtedy: No tak, ale co z certyfikatem? Jak udowodnię innym kobietom, że mają do czynienia z profesjonalistą? Maryla odpowiedziała na to: Emilko, Ty sama jesteś swoim certyfikatem. I rzeczywiście do tej pory żadna z moich klientek nie zapytała mnie: Jaką szkołę Pani skończyła? Bo zazwyczaj po 15 minutach po prostu wiedzą, czy chcą ze mną pracować. Dlaczego? To się po prostu czuje.

Kiedy inni słyszeli o moich planach zazwyczaj nie dowierzali, że rzeczywiście zacznę je realizować. Część nawet śmiała się, że widocznie nudzi mi się na urlopie macierzyńskim. A dziś te same osoby patrzą i mówią: Ty to naprawdę robisz?

VIII.

W grudniu ubiegłego roku podjęłam ostateczną decyzję, że nie wracam do starej pracy i zaczynam nową drogę zawodową. I właśnie wtedy przyszła kolejna próba. Zadzwoniła do mnie moja szefowa, aby zapytać, czy nie byłabym zainteresowana zastąpieniem Jej na dyrektorskim stanowisku. Miałam przed sobą następujący wybór: dyrektorskie stanowisko, stabilną pensje, możliwość zarządzania dziesięcioosobowym zespołem i możliwość ogromnego rozwoju w tym, co do tej pory robiłam. Z drugiej strony zostanie początkującym coachem, bez bazy potencjalnych klientek, braku stałego źródła utrzymania, ale za to możliwość robienia tego, co czułam, że jest moim powołaniem. 

Kiedy poprosiłam moją Mentorkę, aby dała mi jakąś wskazówkę i jak mantrę powtarzałam: Co ja mam wybrać? Ona ze spokojem odpowiedziała: Emilko, tu nie trzeba podejmować żadnej decyzji. Przecież Ty decyzję podjęłaś już dawno, postanowiłaś żyć w zgodzie ze sobą. Teraz po prostu trzeba abyś pozostała jej wierna. Tak też zrobiłam.

Kiedy Asia poprosiła mnie o podzielenie się moją historią obawiałam się, że nie jest ona wystarczająco barwna i spektakularna. Wrócił strach przed oceną w Waszych oczach. Teraz jednak mam w sobie spokój, bo czuję, że podzieliłam się z Wami tym, co mam najcenniejszego, kawałkiem siebie. A jeśli coś płynie prosto z mojego serca, to wierzę, że trafi także we właściwe miejsce -  w serce drugiego człowieka.